| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Kategorie: Wszystkie | Gazeta | Muzyka | Radio
RSS
czwartek, 18 czerwca 2015

https://www.youtube.com/watch?v=ze62hi0DJRs

13:28, gulczynska , Radio
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 czerwca 2015

Grupę poznaniaków skrajnie zdeterminowanych, by wyrazić wdzięczność, świerzbią ręce. Dziś ponownie przyszli do urzędu miasta. Prezydenta nazwali bandytą, któremu mimo wszystko chcieli wręczyć pismo w sprawie Pomnika Wdzięczności. Emocje kipią. Lada chwila ściśnięte dłonie mogą zostać użyte. Inny atak wręcz jednak już trwa. To atak na język.

Środowisko skupione wokół hasła-pretekstu, jakim jest Pomnik Wdzięczności, wpisuje się w szerszy trend. Trend, w którym kompleksowość przekazu jest imponująca. Dziś w urzędzie miasta po raz kolejny padły porównania władz miasta do nazistów. Dziś wykrzykiwali je aktywiści pod wodzą niejakiego Bogdana Freytaga. Wcześniej nie wahał się ich użyć nobliwy historyk sztuki, profesor Jan Skuratowicz. Najbardziej niestrawne porównania powtarzane wiele razy powoli przestają oburzać, a stają się częścią rzeczywistości. Jeszcze kilka takich incydentów w urzędzie, a naziści staną się poznaniakom trochę mniej obcy. Precedens zostaje właśnie ustanawiany i z każdą chwilą obrzucenie kogoś tym błotem będzie wymagało mniej odwagi. Pół biedy, gdyby jednak chodziło tylko o brunatne skojarzenia. Dążący do wskrzeszenia pomnika ludzie z Komitetu mają szerszy plan: otworzyć głowy na równoległy świat. Komitet przygotował właśnie konspekty lekcji religii dla poznańskich szkół. Katecheci mają wpajać dzieciom zasadność idei i absolutną potrzebę odbudowy pomnika. Stanisław Mikołajczak ewentualny sprzeciw rodziców komentuje tak: Szkoła uczy wielu rzeczy, z którymi część rodziców się nie zgadza, uczy np. ewolucjonizmu, a co mają powiedzieć zwolennicy kreacjonizmu? Nie pozostaje im nic innego jak tłumaczyć dzieciom, że jest inaczej niż mówi pani w szkole. To ważne słowa, bo wpisują się w intensywnie uprawianą od kilku lat politykę relatywizowania rzeczywistości. Jej zwolennicy chcą pozbawić ludzi poczucia pewności, że da się ustalić fakty, opisać rzeczywisty przebieg zdarzeń. A więc, że człowiek nie został stworzony z kosmicznego pyłu, tylko pochodzi od małpy. Że globalne ocieplenie jest faktem. Że samoloty ulegają wypadkom, a skoro znawcy lotnictwa ustalają przebieg katastrofy, laicy ich wiedzę przyjmują. Spiskowcy potrafią być wyjątkowo efektowni. Zwolennicy kreacjonizmu, który w Stanach Zjednoczonych jest uczony w szkołach, mają na przykład następujący dowód na to, że człowiek musiał powstać jako gotowa całość, a nie w długim procesie. Ot, mówią, spójrzmy na taką dłoń. Wyjmiesz z niej jedno ścięgno i już nie działa jak trzeba. Jest więc zupełnie niemożliwe, żeby dłoń kiedyś istniała bez owego ścięgna. W sprawie globalnego ocieplenia nastroje muszą być kiepskie, skoro papież Franciszek właśnie wydał encyklikę poświęconą temu zjawisku, a Watykan jest pełen paneli słonecznych.

Jak ma się dłoń kreacjonistów do Pomnika Wdzięczności? Na razie jeszcze można chwytać się starej wiedzy o małpie, podobnie jak zadawać zasadnicze pytanie o prawo żądania miejsca na publicznym gruncie. Ale jeśli batalia w szkołach i narzucanie języka mówiącego o równoległym świecie wreszcie się dokonają, łatwo już nie będzie. Darwin spłonie na stosie, a pomnik będzie wyrażał wdzięczność za mglistą, ale oczywistą niepodległość rozumowi. W szeroko otwartych w ten sposób na wszelkie rojenia głowy będą mogły dokonywać się cuda. Czytałam ostatnio na faceboku relację Zbigniewa Pakuły, który był świadkiem gry miejskiej w kościele Najświętszej Krwi Pana Jezusa przy ul. Żydowskiej, znanym z antysemickich obrazów nad ołtarzem i legendy o profanacji hostii. Właśnie tu był finał gry śladami tamtych „wydarzeń”. Uczestniczyło w niej ponoć wiele nie lada przejętych dzieci. Łatwo zatrzeć granicę między odrażającą legendą a historyczną prawdą.

W kwietniu przez Poznań przeszedł marsz ONR, środowiska w mieście niszowego. Zupełnie jednak nie wiem dlaczego właśnie teraz przypomniały mi się wypowiedziane tam przez szefa ruchu słowa: Anarchiści dziś pochowali się jak szczury do swoich nor i niech tam siedzą i z nich nie wychodzą. Nie oni są jednak dla nas największym zagrożeniem, ale anarchista ukryty w każdym nas. To posiadanie własnej opinii, własnych sądów na każdy temat, postawa "ja wiem, ja sądzę". To jest zagrożenie. Pamiętajmy, że najważniejsza jest lojalność i dyscyplina. Gotowe i atrakcyjne teorie na każdy temat na szczęście mogą zwolnić z konieczności posiadania tych sądów. Nawet lepiej ich nie mieć, bo podzielanie wiary w rzeczywistość staje się poglądem politycznym.

 

17:12, gulczynska
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 czerwca 2015

To niewątpliwie najdroższa droga na świecie. Nawet w Dubaju nie pozwoliliby sobie na taki gest. Tylko ludzie wielkiego serca i jeszcze większej wiary mogą stłumić rozum, który musi przecież szeptać „O zgrozo!”. Poznańska kolejka Maltanka paraduje w niezrównanych okolicznościach. Jak się okazuje, miejska spółka MPK płaci Kościołowi 13 tysięcy złotych miesięcznie za możliwość tego przejazdu, wąskotorówka przecina bowiem kościelne grunty. Na sprawę zwrócił uwagę publicysta Adam Suwart, a potwierdza ją rzeczniczka MPK. Dodaje, że wspomniana kwota zawiera w sobie także możliwość posiadania przez przewoźnika jednego z magazynów na kościelnym terenie. Od dziś podróż wąskotorówką nabiera innego znaczenia. Na pociętej jak szachownica Malcie warto by może stworzyć grę miejską Śladami Odszkodowań. 4 lata temu parafia Św. Jana Jerozolimskiego wywalczyła rekordowe – 75 mln zł, za odebrane jej w PRL tereny. Głośno było także o procesie wytoczonym miastu przez Drukarnię i Księgarnię św. Wojciecha. Chodziło o bezumowne korzystanie z należących do niej terenów. MPK za przejazd kolejki płaci także Polmosowi, a nie dalej jak w ubiegłym tygodniu sąd rozstrzygnął spór o odszkodowanie dla Wyborowa SA – miasto nie musi płacić 100 zł za uniemożliwienie spółce działalności nad Maltą.

O ciemnej stronie sędziwej Maltanki było cicho. A przecież w ostatnich latach sporo się działo na linii kuria-pieniądze-miasto. Wystarczy wspomnieć sprawę VIII LO. Nowy prezydent zlecił kontrolę zobowiązań finansowych miasta wobec Kościoła. Jej wyniki mogą być ciekawe, a na pewno będą odkrywcze. Dla poznaniaków wiedza o tych kosztach będzie nowością, poprzednie władze bowiem nie bardzo się nią chwaliły. A przecież okazji było sporo. W głośnym sporze o Ósemkę przewijały się pytania o katolicką szkołę przy ul. Kanclerskiej. Miasto pozwoliło kurii płacić symboliczną kwotę za prowadzenie działalności na swoim gruncie, choć w sprawie ogólniaka przy ul. Głogowskiej wzajemności się nie doczekało. Ujawnienie jednocześnie chociażby luksusowych okoliczności przejazdu Maltanki byłoby w tych okolicznościach pożądane. Ale w ówczesnych czasach - raczej źle widziane. Ryszard Grobelny zachował asa czystych relacji z Kościołem na czas kampanii. W tym magicznym okresie przed wyborami zmienił przecież zdanie w sprawie Pomnika Wdzięczności, który wcześniej był mu nie w smak. Obiecał też taras widokowy na Katedrze. Przy okazji nie wspomniał o rachunku, jaki Kościół co miesiąc wystawia miastu za przejazd pełnej dzieci i turystów kolejki. A przecież wspierany autorytetem arcybiskupa komitet dążący do odbudowy pomnika żąda zgody na postawienie monumentu na publicznym gruncie. Te kościelne są widocznie w sam raz dla kolorowych wagoników i magazynu MPK, nieodpowiednie jednak dla Pomnika Wdzięczności.

Dziś, przyglądając się różnym wpadkom i tarapatom swojego następcy, Ryszard Grobelny ponoć dość często okrasza lico szerokim uśmiechem. Plotka głosi, że taki uśmiech nierzadko jest dostrzegalny w sali sesyjnej sejmiku województwa. Podczas przydługich spotkań były prezydent czytuje być może o innych trupach, które wypadają z szaf jego własnych kadencji zakończonych listopadową klęską. Problemach z estakadą. Kaponierą. Źle skonstruowanych umowach. A trupów, jak zapowiada Jacek Jaśkowiak, może i przybędzie. Ryszard Grobelny w sejmiku jest jednym z radnych. Pobiera za tę pracę dietę. Były prezydent jest też członkiem sejmikowej komisji budżetu i finansów. Stoi więc na straży czystości i przejrzystości wydatków samorządu. Nie jestem pewna, czy w tej roli może być wiarygodny.

16:36, gulczynska
Link Komentarze (1) »
środa, 10 czerwca 2015

Mamy nowy sposób pomiaru zagrożenia. Jest nim osobista nienaruszalność prezydenta. Taki wniosek płynie z reakcji Jacka Jaśkowiaka na niedzielne, pomeczowe zamieszki pod skłotem na Starym Rynku.

Przypomnę, pod kamienicą zebrało się (jak wynika z relacji policjantów) ponad 300 osób. Agresywny tłum próbował napierać na budynek, rzucał w niego kamieniami, stolikami, krzesłami, próbował podpalić drzwi. Wygląda poważnie, ale okazuje się błahe – przynajmniej z punktu widzenia władz miasta.

Tymczasem to, co się stało, błahe nie jest, ponieważ nie jest przypadkowe. Odłamek wielotysięcznego tłumu, który świętował tej nocy mistrzowski tytuł Lecha, nie był zbłąkaną kulą, która akurat trafiła w wystającą fasadę narożnikowej kamienicy. Atakujący szli w konkretnym celu – i to nie jednym, bo tej samej nocy zaatakowali również inny lokal anarchistów, klub Zemsta przy ul. Fredry. Nielegalnie zajmujących budynek ludzi koniec końców obronili policjanci, a ich działanie prezydent Jaśkowiak ocenia jako skuteczne, bo nikomu z anarchistów nic się nie stało. Rzecznik policji jest po niedzielnych zamieszkach znacznie bardziej wymowny, niż władze miasta. Andrzej Borowiak nazwał je „wielkim wstydem”, prezydent ograniczył się do „ubolewam”.

Smutne i niebezpieczne jest to, że Jacek Jaśkowiak ustanowił właśnie w swojej prezydenckiej kadencji precedens uległości. Smutne, bo rozwiewa resztki nadziei tych, którzy sądzili, że zmiana władzy oznacza nową jakość. Prezydent gładko wszedł w buty poprzednika. Ryszard Grobelny w szaliku Kolejorza odpalał racę, słynne zamieszki na stadionie w Bydgoszczy nazwał „wyraźną prowokacją”, po sprawie z antylitewskim hasłem stwierdził, że „Poznań nie potrzebuje jej nagłaśniania”, a jako uniwersalną maksymę wtłaczał do głów mieszkańców takie przesłanie: „Nie wszyscy kibice są grzecznymi chłopcami, a utrzymanie porządku wśród nich nie jest łatwe.” Jacek Jaśkowiak, choć kibic z doskoku, także zdążył już powiedzieć o promocji i mieście przyjaznym kibicom. Niebezpieczna jest jednak wniesiona przez niego nowa w tym przesłaniu jakość: sprowadzenie zadymy do poziomu błahostki. W radiowej rozmowie prezydent stwierdził, że niedzielne wydarzenia pod Od:zyskiem były przejawem wzajemnej agresji anarchistów i ultraprawicowców. Dodał, że to są grupy, które się nienawidzą, które mają problem, żeby spokojnie rozmawiać a jako dowód na to, że wina leży po obu stronach, przywołał sprawę rzekomego obrzucania kamieniami przez anarchistów szefa poznańskich narodowców. Dowodów w tej sprawie brak i jakoś szybko przycichła. Z niedzieli mamy długie i budzące lęk nagrania z monitoringu. Mamy też wyobraźnię. Nie musi być nawet bujna, żeby podpowiedzieć co czuli zabarykodowani w kamienicy ludzie i co by się stało, gdyby pijany tłum wdarł się do środka.

Czyżby prezydent nie miał czasu zajrzeć w nagrania? Ale być może nic straconego. Zdystansowanie się do tych wydarzeń powiększa prawdopodobieństwo ich powtórki. We władzy przymykającej oko wielu zobaczy władzę oko puszczającą. A nuż przy następnej okazji miasto pozbędzie się problemu, jakim jest skłot. Zrobi to za pośrednictwem pijanego tłumu, któremu nikt w porę nie powiedział: „W mieście nie ma zgody na takie zachowania”.

Przy okazji prezydent sprzedał lekcję nietuzinkowego rozumienia poczucia zagrożenia. Jak się okazuje, sam Jacek Jaśkowiak, stojąc kilka metrów od napierającej na skłot grupy, szczęśliwie nie odczuł z jej strony agresji. I to, jak dodaje, mimo że jest członkiem PO, formacji nie do końca lubianej przez ultraprawicowcówczy nacjonalistów. Nie wiem, czy to oznacza, że agresja była fatamorganą. Nie wiem też, czy to wyraz rozczarowania. Ale może jedynie ulgi, że wrogowie naszych nieprzyjaciół nie są naszymi wrogami. To cenna wiedza. Nie można dopuścić, by stała się nieaktualna. Ukłony czas pogłębiać.

17:28, gulczynska
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 czerwca 2015

Rozkrok daje stabilność. W tej pozycji człowiek czuje się znacznie pewniej. Silny wiatr tak łatwo go nie powali. Nasz prezydent właśnie odkrył że rozkrok przystoi władzy. Upodobanie wyszło na jaw w okolicznościach nadzwyczajnych: po zwycięskim meczu Lecha z Wisłą i zdobyciu mistrzowskiego tytułu.

Czy można być jednocześnie zwolennikiem przestrzegania prawa i elastycznego stosowania go? Można, właśnie w rozkroku takie rzeczy są możliwe. Jedną nogą Jacek Jaśkowiak trwa na pryncypialnym stanowisku: dura lex, sed lex. Chcecie postawić figurę na Placu Mickiewicza – najpierw dopełnijcie procedur. Odręczne rysunki, niepełne wnioski już nie przejdą. Chcecie organizować paradę na Łazarzu, zaproponujcie objazdy wyłączonych z ruchu ulic. Przepisy były zawsze. Jednak, nieużywane za poprzednich, zamarły. Czas je wskrzesić.

Druga noga prezydenta stoi na miękkim podłożu przyzwolenia. Żyjemy w takim świecie, w którym miasto jest dla wszystkich, mówi Jaśkowiak i stwierdza pewien postęp w dziedzinie zniszczeń. Po kibicowskiej fecie w nocy z niedzieli na poniedziałek jest ich bowiem mniej, niż kiedyś. Zaledwie próby podpalenia skłotu i klubu. Tylko kilkaset osób zapraszających anarchistów do spotkania słowami „Zabijemy was, spalimy was”. Nic ponad zniszczenia transmisyjnego wozu TVP. No i tylko latające jak UFO kamienie i stoliki. Faktycznie jest więc postęp, ale chyba nie w porównaniu z przeszłością, tylko z tym, co się nie wydarzyło. Bo jeśli kibice tak świętowali zwycięstwo, strach pomyśleć jak wyglądałaby stypa po marzeniach o mistrzostwie.

Prezydent stwierdził nawet w telewizyjnych „Faktach”, że straty są niewysokie, biorąc pod uwagę korzyści promocyjne. W kwestii promocji faktycznie czekamy na nowe otwarcie. Jeśli więc barwna demolka ma być jej zwiastunem, tym bardziej dziwią kłopoty z ustawieniem 5-metrowej figury Chrystusa na Placu Mickiewicza. Tam urzędnicy mówią o zagrożeniu upadkiem wielkiej rzeźby w tłum. A przecież, jeśli po nocnej burdzie było o nas głośno, upadek Chrystusa dałby efekt murowany. Z nieznanych przyczyn gest łaskawego przyzwolenia na łamanie prawa prezydent, ubrany w biało-niebieski szalik, ma zarezerwowany tylko dla kibiców.

11:08, gulczynska
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11